Przejdź do nagłówka Przejdź do zawartości Przejdź do stopki
Akademia Piłkarska Beniaminek Profbud Krosno Archiwum aktualnośći „Gość Beniaminka”: Marek Konieczny

„Gość Beniaminka”: Marek Konieczny

Rozpoczynamy na naszej stronie cykl wywiadów z ciekawymi ludźmi piłki nożnej. Postaramy się od czasu do czasu przedstawić sympatykom Beniaminka osoby związane z futbolem młodzieżowym, osoby które są pasjonatami tego sportu. Korzystając z wizyty w Krośnie Akademii Piłkarskiej 21 im. Henryka Reymana w miłej atmosferze spotkaliśmy się z Markiem Koniecznym, trenerem i założycielem krakowskiej Akademii.

Dlaczego obóz w Krośnie? O Beniaminku, swojej Akademii i piłce młodzieżowej. O przygodzie z I drużyną Wisły Kraków. To wszystko w przeprowadzonym z „Gościem Beniaminka” wywiadzie. Zapraszamy do lektury.

ap21

Redakcja: Panie Marku witamy w Krośnie. I pierwsze pytanie, dlaczego akurat nasze miasto? Co skłoniło Akademię Piłkarską 21 Kraków do przyjazdu do Krosna?

Marek Konieczny: Na pewno znajomość z Grześkiem Rausem. Znamy się od kilku lat, a poznaliśmy się przy okazji jakiegoś turnieju. On zaczynał z Beniaminkiem i jego drużyna była jedną z nielicznych, która na tym turnieju po prostu chciała grać w piłkę, która nie wykopywała piłki do przodu, tylko w tą piłkę grała. Tak jakoś od początku zaprzyjaźniliśmy się, podobało mi się to, że Grzesiek uczy grać w piłkę i od tego momentu staramy się sobie pomagać. Kila razy pomogłem jemu, by Beniaminek pojechał na jakiś ciekawy turniej, mamy dobry kontakt i to jeden z powodów dlaczego tu jesteśmy. Drugi, to ten wasz wspaniały obiekt, który powstał w Krośnie, gdzie w Krakowie możemy tylko pomarzyć o takim. Jak się tylko dowiedziałem, że tu w Krośnie Grzesiek coś takiego „buduje”, że dzięki jego zaangażowaniu taki obiekt powstaje, to rzuciłem hasło, że my tu przyjedziemy na obóz i jesteśmy. Mamy bardzo dobre warunki do trenowania i mogę tylko w samych superlatywach mówić o tym obiekcie, który powstał w Krośnie.

Redakcja: Ze szkoleniowego punktu widzenia, dla trenera to pewnie spory atut, gdy może w zimie popracować ze swoją drużyną na murawie, a nie na parkiecie?

Marek Konieczny: W naszej Akademii od początku założyliśmy sobie, że w ogóle nie trenujemy i nie gramy na parkiecie. Staramy się unikać parkietu jak ognia, to jest inna piłka, inna dyscyplina sportu. Ja wiem, że w Polsce są takie warunki klimatyczne, które czasami na sześć, siedem miesięcy wyganiają wszystkich młodych chłopców do hal, gdzie tak naprawdę przez ten okres zapominają jak się gra w piłkę. My staramy się tego unikać, w Krakowie cały czas trenujemy na sztucznej trawie, a tu mamy dodatkowy plus w postaci dachu nad głową. Nie musimy się przejmować tym czy sypie, czy wieje, czy jest duży mróz czy nie. Dla nas to miało spore znaczenie, bo gdybyśmy mieli jechać na obóz zimowy i trenować na hali to na pewno byśmy nie pojechali i zostali w Krakowie na obiektach, które na co dzień użytkujemy. Tu mamy komfort pracy, duże boisko, nie Orlik, można tu naprawdę potrenować i pograć w piłkę.

Redakcja: W „Hali Krosno” zimą rozgrywane są takie rozgrywki ligowe, w których udział bierze 50 drużyn z różnych zakątków Podkarpacia, także drużyny z Małopolski. Tak obserwując małych zawodników podczas pierwszej ich wizyty w Hali widziałem ogromny entuzjazm i zaciekawienie tym obiektem, na Pana chłopakach „Hala Krosno” także zrobiła takie pozytywne wrażenie?

Marek Konieczny: Obiekt jest wspaniały, ale dla nas nie była to pierwsza wizyta w takiej hali pneumatycznej, więc takiego pierwszego wrażania może nie było, bo widzieliśmy już większy obiekt w Warszawie. Legia ma przykryte pełnowymiarowe boisko i ten „balon” w Warszawie jest naprawdę ogromny i pamiętam, że wszyscy jak weszliśmy do środka to oniemieliśmy, więc rozumiem jakie to są emocje odwiedzając pierwszy raz w życiu taki obiekt. Także nie jest to dla nas nowość, ale na pewno i u nas to pozytywne wrażenie jest, bo już po pierwszym treningu moi zawodnicy wzdychali, że fajnie by było trenować i mieć taką halę w Krakowie. My, jako AP 21, bardzo staramy się by taki obiekt powstał, „walczymy” o to z miastem, bo jak na razie trenujemy na obiektach, które musimy wynajmować. Jesteśmy od kogoś uzależnieni, a naszym marzeniem jest mieć własne obiekty. Mamy na to środki, jesteśmy gotowi zainwestować pieniądze, ale pozostaje kwestia terenów. Wierzę, że się uda i za rok będziemy my mogli się pochwalić taką halą i zaprosić do siebie chłopaków z Beniaminka.

Redakcja: Pańscy podopieczni mają na tym obozie dwa treningi dziennie, pozostaje trochę tego czasu wolnego do zagospodarowania, jak sobie z tym radzicie?

Marek Konieczny: Tak, na boisku mamy dwa treningi, ale absolutnie nie nudzimy się tu. Wczoraj dzięki uprzejmości Grześka mieliśmy dodatkowy trening judo z trenerem, który prowadzi takie zajęcia dla zawodników z Beniaminka. Byliśmy już na basenie i jeszcze raz mamy w planie go odwiedzić. Mieliśmy także załatwione wyjścia na lodowisko, ale zrezygnowaliśmy, bo okazało się, że w całej tej naszej 30-osobowej grupie, tylko dwóch się przyznało, że umie coś na tych łyżwach się poślizgać, więc odpuściliśmy. Mamy wszystko tu fajnie zaplanowane, chłopaki za dużo czasu w pokojach nie spędzają i bardzo mi się to podoba, bo nie po to tu przyjechaliśmy, także myślę, że każdy wróci stąd zadowolony. Naprawdę fajny obóz i będę każdemu polecał, zresztą już na naszej stronie pojawiła się informacja, że tu jesteśmy, że mamy bardzo dobre warunki. Śpimy w „Eurogymie”, cała ekipa na czele z Panem Krzysztofem Skibą świetnie nas tu przyjęła, mamy dobre jedzenie, na trening idziemy spacerkiem kilka minut. Nie żałuję, że tu przyjechaliśmy i mogę powiedzieć, że nie są to ostatnie zespoły naszej Akademii, które tu przyjechały.

Redakcja: Przybliżmy sympatykom Beniaminka, jakie były początki Akademii Piłkarskiej 21. Jak powstała Akademia? To był Pański autorski pomysł?

Marek Konieczny: Tak, to był mój pomysł. Chociaż w Polsce bardziej jest to odbierane jako Akademia Tomka Frankowskiego i Mirka Szymkowiaka, to mi to nie przeszkadza, może niech tak zostanie, ale pomysł był faktycznie mój. Pracowałem z młodzieżą wiele lat w Wiśle Kraków, później byłem kierownikiem przy I drużynie Wisły, ale zawsze chciałem do tej pracy z młodzieżą wrócić i to było moje marzenie. W Wiśle niestety do dzisiaj nie ma za bardzo klimatu na zrobienie czegoś fajnego jeśli chodzi o pracę z młodzieżą, dlatego postanowiłem, że zrobię coś po swojemu. Żeby móc konkurować z klubami takimi jak Wisła, Cracovia czy Hutnik potrzebne były nazwiska, które byłyby swego rodzaju magnesem i przyciągały tu dzieciaki. Pierwsze namówiłem Tomka Frankowskiego, który był bardzo przychylny temu pomysłowi i od początku bardzo zaangażował się jeśli chodzi o sprawy organizacyjne. Udało się też namówić Mirka Szymkowiaka, te dwa nazwiska zaczęły funkcjonować i przyciągać dzieciaków. Później już wszystko zależało od nas, działamy sześć lat, mogę się pochwalić, że jesteśmy jedną z czołowych drużyn w Małopolsce i nie tylko. Wyrobiliśmy sobie markę, zapraszają nas po całej Polsce na turnieje, jeździmy po Europie. Największe kluby europejskie co roku do nas przyjeżdżają, są tylko trzy takie turnieje w Polsce, jeden robi Lech Poznań, drugi Legia Warszawa i są to turnieje zimowe, a my gramy w lecie i przyjeżdżają do nas Manchester United, Manchaster City, w tamtym roku była Valencia, Juventus Turyn, Inter Mediolan, Borussia Dortmund, Everton, Celtic Glasgow, Dynamo Kijów i można tak wymieniać i wymieniać. Coraz lepsi chłopcy do nas przychodzą, z całej południowej Polski, chcą się uczyć grać w piłkę. Rozwijamy się, tak jak i Beniaminek. Grzesiek i jego „team” robi tu świetną robotę na Podkarpaciu, mam nadzieję, że ludzie tu to doceniają. My też robimy swoje. Dwóch naszych wychowanków już gra w piłkę na zachodzie, bo obaj trafili do holenderskiego Heerenveen i trenują na co dzień i grają w zespołach młodzieżowych. Mamy już swojego pierwszego reprezentanta Polski, który zagrał w reprezentacji U-15.

Redakcja: Wracając jeszcze do Tomasza Frankowskiego i Mirka Szymkowiaka, to trudno było ich namówić na tą współpracę? „Franek” w tym czasie był przecież jeszcze czynnym piłkarzem w odległym Białymstoku.

Marek Konieczny: Tomka namawiałem na to jeszcze jak grał nawet w Stanach Zjednoczonych. Tomek miał dar do strzelania bramek, do pracy z młodzieżą chyba nie bardzo go ma, ale jest zawsze gdy jest nam potrzebny, gdy trzeba się spotkać z dzieciakami to nigdy nie odmawia. Bardzo pomaga nam wizerunkowo i medialnie, jest na pewno twarzą Akademii Piłkarskiej 21. Zresztą ten numer w naszej nazwie, to jego numer z koszulki. Z tym numerem zaczął kopać w piłkę w Wiśle i w pierwszym sezonie zdobył 21 goli zostając „Królem Strzelców”. Natomiast Mirek na co dzień pracuje u nas z Juniorami Młodszymi, na pewno przekazuje im w jakiś sposób swoje spore boiskowe doświadczenie, w wieku 16 lat debiutował w lidze i tego mu nikt nie odbierze. Także obydwaj na pewno sporo angażują się w Akademię .

Redakcja: Początki powstania AP21 były trudne, czy tak jak Pan wspominał ten magnes nazwisk znanych z gry w Wiśle, czy też Pana osoby, która w krakowskim środowisku piłkarskim przecież anonimowa nie jest, zadziałał?

Marek Konieczny: Pamiętam, że jak zaczynaliśmy to jeździłem po wszystkich szkołach rozwieszając plakaty. Miałem plan miasta Krakowa z zaznaczonymi wszystkimi szkołami i te plakaty z takim zaproszeniem na spotkanie organizacyjne rozwieszałem. Przed tym spotkaniem zastanawialiśmy się ile przyjdzie osób, bo Kraków jeśli chodzi o te kluby młodzieżowe jest jednak nasycony trochę. Powstawały w tym czasie kluby i klubiki, które tak naprawdę nigdy się nie przebiły i „umierały” po kilku miesiącach. Trochę sami się tego baliśmy. Ja mówiłem, że będzie około 30 osób, chłopaki mówili, że będzie więcej. Przyszła ponad setka, z czego prawie wszyscy zgłosili akces do gry w Akademii i rozpoczęli treningi. To wszystko bardzo pozytywnie nas zaskoczyło. Z roku na rok się rozwijamy, jest nas coraz więcej, w chwili obecnej dziesięć naszych drużyn bierze udział w różnego rodzaju rozgrywkach organizowanych przez Małopolski ZPN, z czego cztery nasze najstarsze drużyny grają na najwyższym szczeblu i radzą sobie bardzo dobrze nie schodząc poniżej trzeciego miejsca. Dwa lata temu zostaliśmy uhonorowani taką specjalną nagrodą Prezydenta Miasta Krakowa – „Jasna strona futbolu”. Ktoś docenił to co robimy. Nawet mieliśmy takie spotkanie na zaproszenie Prezesa Małopolskiego ZPN, z wydziałem trenerskim, żebyśmy wytłumaczyli jak to jest, że zrobiliśmy coś z niczego i to coś przewróciło całą małopolską piłkę młodzieżową do góry nogami. Ci najlepsi chłopcy idą najpierw do Wisły, do Cracovii, do nas nie trafiają ci teoretycznie najlepsi, a pomimo tego rywalizujemy z tymi zespołami, często ich ogrywamy, więc wydaje mi się, że to co robimy, robimy w miarę dobrze. Oczywiście jak na polskie warunki, bo pojeździłem trochę po Europie i fajnie byłoby robić to co robią w Manchesterze, w Celticu, w Ajaxie Amsterdam, przenieść te wzorce do Polski, ale za tym idą wielkie pieniądze, których w Polsce nie ma. My od zeszłego roku jesteśmy partnerem Wisły Kraków i tak naprawdę na podpisaniu tej umowy się skończyło. Mieliśmy wielkie plany i propozycje jeśli chodzi o stworzenie czegoś fajnego wspólnie z Wisłą, ale pewnych rzeczy nie przeskoczymy.

Redakcja: Jeśli chodzi o te zagraniczne wzorce to w Beniaminku blisko nam do tej szkoły holenderskiej. Przez pewien czas nasza Szkółka była w programie Szkółek Nivea Ajaxu Amsterdam, teraz nawiązaliśmy bliską współpracę z Akademią Zagłębia Lubin, w której przez długi czas dyrektorem był holender Richard Grootscholten. Korzystamy z ich systemu szkolenia. Jak to wygląda w AP 21, do jakiego modelu Wam bliżej?

Marek Konieczny: Nam też bardzo blisko do tej holenderskiej szkoły, wszyscy dziś zachwycają się Barceloną, dla nas Barcelona też jest jakimś wzorcem, uczymy tego w naszej Akademii i dzieciakom zawsze powtarzamy, że dla nas najważniejsze jest utrzymać się przy piłce. Trzymać tą piłkę jak najdłużej przy nodze, bo wtedy nikt nam nic nie zrobi, bo jeśli my mamy tą piłkę, to przeciwnik może tylko za nami biegać. Tego staramy się uczyć. A niektórzy zapominają, że tą Barcelonę to uczyli właśnie Holendrzy, trenerzy z Ajaxu, trener Cruyff , to oni stworzyli całą Akademię Barcelony. A tak zagłębiając się bardziej w przeszłość to dziś wszyscy podniecają się Barceloną i tym, że potrafi się te ponad 70% czasu gry utrzymać przy piłce, a nikt nie pamięta, że w latach 70-tych nazywało się to „krakowska piłka” i tak grała Wisła Kraków, wymieniała setki podań, a rywale biegali. Iwan, Kusto, Kapka, Wróbel, Szymanowski, Nawałka … oni tak potrafili grać i to było piękne. Tego staramy się uczyć, wracać do tych korzeni, które są blisko tej holenderskiej filozofii gdzie kładzie się nacisk na technikę, na grę piłką, na wyprowadzanie piłki od tyłu, a nie tylko wykopywanie do przodu. Nam się to podoba, dlatego też być może tak zaiskrzyło między Beniaminkiem, a naszą Akademią, bo tak jak już wspominałem na samym początku widzieliśmy, że ten Beniaminek gra inaczej niż te wszystkie polskie zespoły, bo próbuje grać w piłkę, a nie ją tylko wykopywać i cieszyć się, że jakiś gdzieś tam się turniej halowy wygrało. Dlatego lubiliśmy z Beniaminkiem grać, bo to były fajne mecze. Myśmy mieli trochę kontaktów międzynarodowych i największa frajda była, gdy trenerzy z Zachodu podkreślali, że są mile zaskoczeni, bo my gramy w piłkę, a graliśmy z Borussią Dortmund, Sportingiem Lizbona czy zespołami, które przyjeżdżały do nas na turnieje. I to było fajne, nie ważne czy myśmy z nimi wygrywali, czy przegrywali, liczyło się to, że podchodzi trener i chwali nas za to, że gramy w piłkę.

Redakcja: Nie raz już mogliśmy się przekonać podczas spotkań rozgrywanych z AP21, że szkolenie w Waszej Akademii stoi na wysokim poziomie. Ostatnio na sparingu w tym tygodniu, po którym słyszałem wiele pochlebnych opinii o Pana drużynie. Jeździ Pan sporo po Polsce, także i po Europie, przyglądając się jak to wygląda w innych klubach. Tak swoim okiem, jakby Pan ocenił, jak na tle tych innych klubów wygląda Beniaminek Krosno.

Marek Konieczny: Ja mogę o Beniaminku mówić tylko w samych plusach, bo też trzeba wziąć pod uwagę to jakim dysponuje się budżetem. Grzesiek, tak jak i my dysponuje skromnym budżetem, a próbuje z tego co ma wyciągnąć jak najwięcej. Jakby ktoś przyszedł tutaj i jak na polskie warunki, gdzie mówi się, że Legia, Lech, Zagłębie, przeznaczają na szkolenie kilka milionów złotych rocznie, to jakby ktoś Beniaminkowi czy nam dał większe środki niż mamy to ja myślę, że to szkolenie byłoby na jeszcze wyższym poziomie i można by było jeszcze więcej dla tych dzieciaków zrobić. Pewnych rzeczy bez pieniędzy się zrobić nie da, możemy się starać, mieć pomysły, ale przychodzi pewien próg, bariera, której się nie przeskoczy bez pieniędzy, a tego nikt nie potrafi albo nie chce w tym kraju zrozumieć. Ja powtarzałem to parę razy i mogę to powiedzieć znowu. Moment w którym Pan Platini wyciągnął karteczkę z napisem „Polska – Ukraina” gospodarzami Mistrzostw Europy, to dla mnie to było 5 lat stracone. To było pięć lat przed Euro i to był okres, który można było wykorzystać dla dobra polskiej piłki młodzieżowej. Wiele pieniędzy poszło na rzeczy po których dziś nie ma śladu, zostały niekiedy puste stadiony, bo tak jak we Wrocławiu czy Gdańsku chodzi na nie garstka ludzi i tak naprawdę tylko „Stadion Narodowy” jest wykorzystywany. Mi się wydawało, że te pięć lat, kiedy był ten boom na piłkę w Polsce można było lepiej wykorzystać. Wprowadzić do piłki młodzieżowej wielkie koncerny, tak jak to zrobili Niemcy i od spodu spróbować to naprawić, budować. Żeby nie było tak, że trener pracujący z młodzieżą zarabia 300-400 zł i od niego się wymaga niewiadomo czego. Dla mnie te 5 lat jest niewykorzystane. Dziś znów mamy taki fajny moment, bo nasza reprezentacji coś znaczy, dochowaliśmy się paru fajnych piłkarzy. Boję się tego byśmy się nie zachłysnęli tym, że jesteśmy już potęgą, bo wygraliśmy z Niemcami, bo reprezentacja młodzieżowa też gdzieś tam z Niemcami wygrała czy zremisowała i nagle wszyscy powiedzą, że jest super, bo Holendrzy nie grają na Mistrzostwach Europy, a my gramy. A ja dalej uważam, że ci Holendrzy, są 50 lat przed nami pomimo, że na tym Euro 2016 nie zagrają i boję się, że za parę lat jak to pokolenie co teraz jest odejdzie, to znowu nie będzie miało następców, bo za tym jakby nic nie pójdzie. Tu jest problem i mam nadzieję, że ktoś kiedyś zrozumie w tym kraju, że nie tylko Ekstraklasa, która tak naprawdę dla mnie jest kiepskim produktem, może jest ładnie opakowana, ale wystarczy popatrzeć na polskie kluby w europejskich pucharach. Jak my kończymy przygodę z pucharami, to ta poważna piłkarska Europa dopiero wraca z wakacji. Raz na jakiś czas jakaś drużyna wejdzie do fazy grupowej Ligi Europy, ale to wszystko jest takie kiepskie. Jak Wisła była blisko awansu do Ligi Mistrzów wygrywając pierwszy mecz z APOELem, to pamiętam przed rewanżem w Przeglądzie Sportowym prezes Wisły dał taki wywiad, w którym te 10 milionów euro już powydawał, pobudował muzea, boiska itd., a potem brakło paru minut i nie awansowaliśmy, a w tym samym czasie kiedy w gazetach pisano o tych milionach, które Wisła zarobi, życzę tego z całego serca każdemu polskiemu klubowi, by tak było, to w tym samym czasie osiem czy dziesięć zespołów młodzieżowych wycofało się z rozgrywek w Małopolsce, bo nie miało na autobus. I teraz pytanie co jest prawdziwym obrazem polskiej piłki, czy te parę minut do Ligi Mistrzów i te miliony, czy te kluby młodzieżowe, których nie stać by pojechać 30 km na mecz. Fajnie jak jest sukces, fajnie jest ustawić do zdjęcia, poopowiadać, że ktoś Orliki pobudował, ale dla mnie mało za tym idzie dalej.

Redakcja: Tak zeszliśmy przez chwilę na temat Reprezentacji Polski i przypomniało mi się jak Grzesiek Raus, założyciel Beniaminka zawsze mówił, że chciałby aby wychowankowie naszej szkółki wyrośli na dobrych ludzi, bo nie każdy będzie zawodowym piłkarzem, ale marzenie ma takie, by wychować tu chłopaka, który zagra w Reprezentacji Polski. A Marek Konieczny jakie ma marzenie związane z pracą w AP21?

Marek Konieczny: Takie samo! Ja zawsze wszystkim powtarzam, naszym marzeniem jest wychowanie chłopaka, który kiedyś zagra w piłkę na najwyższym poziomie. Tak się czasami śmiejemy, że fajnie by było usłyszeć wywiad z takim chłopcem, już w przyszłości dorosłym piłkarzem, który po meczu ligowym, czy też reprezentacyjnym, mówi, że uczył się grać w piłkę w Akademii Piłkarskiej 21 Kraków. To jest nasze marzenie, nasz cel i my tego nie ukrywamy. Z całym szacunkiem dla tych małych klubów, klubików, które na co dzień pracują z młodzieżą i bawią się piłką, to my byśmy chcieli być najlepszą Szkółką w Krakowie, Małopolsce, regionie, gdzie będą trafiali najlepsi, najbardziej utalentowani i taki jest nasz cel.

Redakcja: Pan zawsze podkreślał, że jest Wiślakiem „z krwi i kości”, AP21 bardzo blisko do Wisły, czy któryś z tych zawodników, których dziś gościmy w Krośnie zdradza predyspozycje do tego, by w przyszłości w tej seniorskiej drużynie „Białej Gwiazdy” zagrać, czy też może jeszcze za wcześnie by takie wnioski wysuwać.

Marek Konieczny: W Krośnie na obozie mamy chłopaków z roczników 2003 i 2004, więc mają jeszcze sporo czasu do tej seniorskiej piłki, ale wielu z tych chłopców chciałaby Wisła dzisiaj wziąć do siebie. Jak podpisywaliśmy umowę z Wisłą, to nas interesowało stworzenie Akademii Piłkarskiej z prawdziwego zdarzenia, gdzie trafiali by najlepsi chłopcy nie z AP21, ale najlepsi chłopcy z Krakowa, z TS, z AP21, z innych klubów które by współpracowały z nami, chłopcy wyselekcjonowani, najlepsi z najlepszych, którzy podlegali by ciągłemu systemowi oceny, gdzie jeśli by nie robili postępów to na ich miejsce przychodzili by inni. Byłoby to swego rodzaju miejsce elitarne, to było nasze marzenie i nadal jest. Stworzenie takiego miejsca, najlepiej pod szyldem Wisły Kraków, bo to jest dla nas klub najbliższy sercu. Tylko druga strona tego też musi chcieć, bo jeśli tego nie będzie, to Ci najlepsi nie zawsze będą zostawać w Krakowie, tylko będą szli w Polskę.

Redakcja: Kontynuując temat Wisły, to nie sposób nie podjąć bardzo ciekawego tematu, a mianowicie Pana pracy na stanowisku kierownika drużyny i to w czasach gdy Wisła zdobywała Mistrzostwo Polski i walczyła o Ligę Mistrzów. Jak wspomina Pan tamten okres?

Marek Konieczny: Bardo dobrze, najwspanialszy okres w życiu. Byłem kierownikiem I drużyny przy siedmiu trenerach i byli to trenerzy z wielkimi nazwiskami jak obecny selekcjoner reprezentacji Adam Nawałka, czy też Jerzy Engel, Dragomir Okuka, Dan Petrescu, Franciszek Smuda, Wojciech Łazarek, Henryk Kasperczak … Wspaniały czas, bo to była przygoda z europejskimi pucharami, mecze z Interem Mediolan, FC Barceloną, Parmą, Hajdukiem Split, zdobywaliśmy wtedy Mistrzostwo Polski, Puchar Polski, Superpuchar, Puchar Ligi, także trochę się tego nazbierało. Wspaniali zawodnicy, naprawdę wspaniała przygoda i jest co wspominać.

Redakcja: Współpraca z tymi trenerami, podglądanie ich warsztatu przyniosło Panu jakieś korzyści, które można teraz wykorzystać w pracy z dziećmi w Akademii?

Marek Konieczny: Kiedyś trener Lenczyk powiedział mi, żebym pamiętał, że trenerem się jest, a kierownikiem się bywa. Ja trenerem zawsze byłem, to moja pasja i do tego zawsze mnie ciągnęło. Miałem zawsze zeszyty i gdzieś tam te zapiski robiłem, z treningów, z różnych ćwiczeń. Gdzieś tam zawsze mniej czy bardziej tych trenerów podglądałem, choć to faktycznie trochę inna specyfika pracy jest w seniorach i w pracy z dziećmi. Ale nie tylko ich podglądałem, bo jak ktoś gdzieś kopie piłkę, to lubię stanąć sobie z boku, czy to jest A klasa, czy mały klubik, czy chłopcy mniej potrafią czy więcej, to zawsze można coś podejrzeć, jakiś pomysł może wpaść do głowy, który można trochę przerobić i przerzucić na swoje podwórko. Trzeba cały czas się uczyć, nie można powiedzieć, że się wszystko wie.

Redakcja: To na koniec naszej rozmowy, tak krótko wymieniając jedno, dwa nazwiska. Z którym trenerem najlepiej się Panu współpracowało, kogo najmilej Pan wspomina?

Marek Konieczny: Nie chciałbym, żeby któryś poczuł się urażony, ale chyba nie jest to żadna tajemnica, że najlepiej wspominam Dana Petrescu. Mimo, że nie miał jakiś wielkich notowań u piłkarzy, bo podobno kazał im za ciężko trenować, ale dla mnie to był wzór trenera jeśli chodzi o organizację pracy, o zaangażowanie, nie ujmując nic trenerowi Nawałce, bo on też jest słynny z tego, że u niego też musi być wszystko dopięte na ostatni guzik. Ale wtedy trener Nawałka dopiero wchodził w to wszystko, jakby zbierał doświadczenie, które dziś procentuje. Petrescu też na Wiśle się uczył, ale dziś pokazuje po tych wynikach które ma w Rumunii, Rosji czy teraz w Chinach, gdzie trzy dni temu zdobył Puchar tego kraju, że te wyniki robi. Mi się podobało, że u niego można było zegarek ustawiać, jak powiedział, że trening będzie trwał godzinę i piętnaście minut to tak było co do minuty i widać, że był to trening przemyślany i poukładany. Petrescu też był trochę taki jak ja, nie potrafił spokojnie postać przy linii, gdzieś tam zawsze żyję razem z chłopakami i często śmiali się, że muszę go tam pilnować, by nie wbiegł na boisko i czegoś nie zrobił, być może dlatego mi tak spasował. Cieszę się, bo do dziś utrzymujemy kontakt, więc na pewno Dan Petrescu, nie dość że wielkim piłkarzem był, to myślę, że jako trener jeszcze pokaże, że za wcześnie go w Polsce skreślono.

Redakcja: A jeśli chodzi o zawodników, jedno, dwa nazwiska? Wiadomo oprócz Tomka Frankowskiego i Mirka Szymkowiaka, powiedzmy zagraniczny zawodnik Wisły, którego Pan najmilej wspomina?

Marek Konieczny: Nikola Mijailović. Jeśli chodzi o charakter, bo to był zawodnik, który zawsze dawał z siebie wszystko, nigdy nie odstawiał nogi. Niedawno był mecz Starej Wisły na tą obecną i fajnie, bo zaproszono mnie jako kierownika tej drużyny gwiazd. Była okazja spotkać się z wieloma chłopakami, między innymi przyjechał Nikola, który nie wiadomo skąd się wziął, nagle pojawił się w szatni i nic się nie zmienił poza tym, że zapuścił brodę. A jeśli chodzi o umiejętności to na pewno Kalu Uche, miał największe papiery na granie i gdzieś tam zaistniał, bo grał w lidze hiszpańskiej. Nie wiem gdzie teraz się podziewa, ale w tej Hiszpanii trochę pograł. A Polaków to bym musiał wymieniać i wymieniać, bo w tamtych czasach mieliśmy wielu reprezentantów Polski. Do dziś mam z chłopakami kontakt, spotykamy się, co roku jest taki turniej organizowany przez Olka Moskalewicza, ku czci jego ojca, który był wielkim kibicem, zmarł tragicznie i Olek co roku organizuje taki turniej, gdzie przyjeżdża praktycznie pół ligi i tam wielu tych moich kolegów, którzy już nie grają w piłkę, zajęci innymi sprawami jak Kamil Kosowski, Marcin Baszczyński, Maciej Stolarczyk, gdzieś tam się spotykamy i fajnie, że mamy ten kontakt, nawet z Markiem Zającem, który siedzi w Chinach już parę lat, też z nim mamy kontakt. Tamto pokolenie naprawdę trzyma się razem.

Redakcja: Dziękujemy bardzo za poświęcony nam czas. Miło było gościć Akademię Piłkarską 21 w Krośnie i mamy nadzieję, że jeszcze nie raz spotkamy się na piłkarskich boiskach.

Rozmawiał Wojciech Kuźmik.